13.04.2018

Fundamenty z techniką się nie gryzą

Ten tekst jest kolejnym, z serii wałkowania powszechnych błędów popełnianych przez osoby aktywne na rynkach finansowych. Częstym błędem, którego dopuszczają się gracze na rynkach finansowych jest brak spójności między działaniem, a uzasadnieniem tego działania. Najczęstszą tego formą jest mieszanie analizy technicznej z fundamentalną, lub różne wariacje tej sytuacji.

Błądzenie z racją

Na rynku akcji ten proces jest najbardziej widoczny. Gdy ktoś jest zainteresowany jakąś spółką to zazwyczaj to zainteresowanie uzasadnia analizą sytuacji finansowej, czy też wydarzeniem ,które potencjalnie miałby mieć wpływ na tą sytuację finansową spółki. To dość wygodne, bo pozwala chronić ego. Z jednej strony jest szansa na zysk i wtedy zbudujemy sobie przekonanie o własnych umiejętnościach, a z drugiej strony, w przypadku spadków cen, nasze przekonanie wcale nie musi się zmienić (spadek ceny nie oznacza, że nie mamy racji), bo osłabienie wynika zapewne z tego, że nasze wnioski jeszcze nie stały się równie oczywiste dla innych. Mamy więc  jeszcze dodatek w postaci poczucia posiadanych umiejętności analitycznych, których inni jeszcze nie mają. Faktycznie więc tracimy na naszym zaangażowaniu w daną spółkę, ale świetnie sobie z tym radzimy podkreślając, że to my przecież mamy rację, a spadek cen jest wynikiem tylko chwilowej ślepoty graczy. Niestety, zapominamy wtedy, że to rynek ma zawsze racje.

Gdzie cena, a gdzie wartość?

W takiej sytuacji następuje oderwanie naszego postrzegania zmian ceny od zmian naszego pojęcia o wartości. Zapominamy, że na co dzień działamy na cenach. To one determinują nasze wyniki inwestycyjne. To ceny są transferem informacji o rynku. To ceny są miarą, wg której zawiera się transakcje. Nie wolno nam ignorować tego, co mówi nam cena. Tymczasem w opisanym przypadku przestaje ona mieć znaczenie, a nasz umysł zakotwiczony jest na wartości, która powstała w wyniku naszego dumania. Tym samym coś wirtualnego przesłania nam rzeczywistość. Wirtualnego, bo przecież możemy się mylić. Nasza analiza w jakimś momencie może być błędna. Być może nie uwzględniliśmy jakiegoś elementu, albo po prostu nie znamy wszystkich informacji.

 

Nie wolno nam tkwić przy danych wnioskach, podczas gdy rynek tych wniosków nie potwierdza. O ile bowiem ruch cen zgodny z wnioskami naszej analizy może potwierdzać te wnioski (choć nie musi, bo ruch może wynikać z czegoś innego, a my mamy szczęście, że zbiegło się to z naszym nastawieniem), to ruch cen w przeciwnym kierunku do naszego nastawienia definitywnie te wnioski podważa.

Pozycje krótkoterminowe uzasadnione długoterminowo

Ta sytuacja rozminięcia się działania względem uzasadnienia jest szczególnie dobrze widoczna, gdy pozycja zbudowana na analizie fundamentalnej, której potencjał wydaje się być bardzo duży zamykana jest po wzroście ceny o 10 proc. z opinią, że rynek jest wykupiony i poczekamy teraz na korektę, by znowu otworzyć pozycję. Korzystanie z analizy fundamentalnej niejako na starcie zakłada, że do analizy bierzemy czynniki długoterminowe, a więc w takim horyzoncie powinny one obowiązywać.

 

Nie ma logiki uzasadnianie krótkoterminowych decyzji czynnikami o działaniu długoterminowym. Nie kupujemy złotego z założeniem, że chcemy na parze zrobić 5 groszy i uzasadniamy to faktem wzrostu polskiego PKB i dobrej kondycji gospodarki. W kontekście wahań kilkugroszowych na parach walutowych czynnik dynamiki PKB jest mało istotny, a większe znaczenie mają czynnik czysto rynkowe, czy związane z nastojami. Posługiwanie się analizą fundamentów jest chwalebne, bo to droga do poszukiwań racjonalności w naszych działaniach, ale nie zamieniajmy tego w karykaturę.

 

W ostatnim czasie głośno jest o tym, że rynek amerykański jest przewartościowany. Ba, publikowane są zestawienia pokazujące, że obecne wyceny są bliskie szczytowym, jakie były wyznaczane w poprzednich cyklach koniunktury. Takich miar jest masa i robią wrażenie. Wrażenie, że skoro jest tak drogo, to rynek zaraz zacznie tracić na wartości. Faktycznie, biorąc pod uwagę wieloletnie cykle można przypuszczać, że aktualny poziom wycen jest mało korzystny dla strategii z horyzontem wieloletnim. Zapewne bezpieczniej (z punktu widzenia wyniku po kilkudziesięciu latach) byłoby poczekać na silną przecenę (czy nie tak działa Buffett?) i dopiero wtedy angażować kapitał. Tylko, czy faktycznie my działamy z takim horyzontem?

Miejsce fundamentów

Czy więc ignorować czynnik wysokich wycen w kontekście historii? Nie. Chodzi jednak o to, by nie otwierać krótkich pozycji w trakcie trendu wzrostowego z uzasadnieniem, że wyceny są wysokie. Z punktu widzenia spekulanta, czy większości inwestorów indywidualnych nie mamy problemu z płynnością, a zatem można z powodzeniem eksploatować trwający trend i czekać na sygnał jego zmiany.

 

Czym ryzykujemy walcząc z trendem ślepo sugerując się historycznymi porównaniami wycen? Spójrzmy na poniższe zestawienie.

Źródło: MarketWatch.com

Wykres pokazuje aktualną wartość różnych miar wartości na tle ich wszystkich historycznych odczytów. Czyli poziom 80 proc. oznacza, że aktualna wartość miary jest na takim poziomie, że 80 proc. jej odczytów z przeszłości jest niższa, a 20 proc. jest wyższa. Taki poziom można więc uznać za wysoki, choć jeszcze nie ekstremalny. Jednak widzimy, że część tych wartości jest większa niż 80 proc.

Fundamenty nie mogą oderwać się od rynku

Czy taka sytuacja, gdy wiele narzędzi pokazuje nam, że rynek na tle historycznych odczytów wydaje się być drogi, nas zniechęca do angażowania się? Zapewne wprowadza pewien niepokój. Czy takie obserwacje hamują przed angażowaniem się na rynku? Wielu w momencie publikacji tego zestawienia sugerowało, że rynek już kończy swój marsz w górę, bo dochodzimy do historycznych rekordów wartości tych wskaźników. Ciekawostką jest to, że ta grafika pochodzi z początku 2016 roku. Obecne poziomy indeksów amerykańskich są zdecydowanie wyższe od ówczesnych. Gdyby więc kierować się tylko i wyłącznie faktem wycen, to w najlepszym razie stracilibyśmy część trendu wzrostowego. W gorszym trwałaby walka z trendem w poszukiwaniu punktów zwrotnych, co nieuchronnie generowałby straty.

Kamil Jaros

Dom Maklerski BDM

Oceń artykuł:

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdki (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Exeria

Zobacz także:
Zobacz wszystkie

Notowania

Kalendarium

Zobacz więcej »

Statystyki sesji / mapa nastrojów

Kto czyta, nie traci

Wyrażam zgodę na przetwarzanie...

Wyrażam zgodę na przetwarzanie, w tym także w przyszłości, przez EFIX Dom Maklerski S.A. z siedzibą w Poznaniu (61-131), przy ul. Abpa. A. Baraniaka 88A, moich danych osobowych wskazanych w powyższym formularzu, w celach marketingowych, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. z 1997, Nr 133, poz. 883, z późn. zm.). Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Oświadczam, że zostałem/-am poinformowany/-a o przysługującym mi prawie wglądu do swoich danych osobowych, ich poprawiania i kontroli. Zgoda w każdym czasie może być odwołana.

Wyrażam zgodę na przesyłanie...

Wyrażam zgodę na przesyłanie, środkami komunikacji elektronicznej, informacji handlowych przez EFIX Dom Maklerski S.A., na podany przeze mnie adres e-mail, zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną z dnia 18 lipca 2002 roku.