01.06.2018

Posłuchajmy legendy – Jesse Livermore i jego zasady, cz. I

Jesse Livermore – postać tyle fascynująca, co tragiczna. To jeden z najbardziej znanych spekulantów w historii amerykańskiej giełdy. Miał za sobą dynamiczną i błyskotliwą karierę, w trakcie której zyskiwał i tracił majątki. Kilkukrotnie bankrutował, by później się odbudowywać. Skończył marnie popełniając samobójstwo, ale nie zmienia to faktu, że jego droga (spisana w części we „Wspomnieniach gracza giełdowego”) jest warta prześledzenia. Polecam wszystkim zapoznanie się w tym wyjątkowym człowiekiem. Dziś przyjrzyjmy się zasadom, którym kierował się z swojej działalności spekulacyjnej. Co ważne, odstępstwa od tych zasad prowadziły go do bankructwa, ale trzymając się ich sprawiał, że był królem życia. Dlaczego więc nie trzymał się ich stale? To pytanie do wszystkich, którym zdarzało się zejść ze ścieżki dyscypliny w spekulacji. Kto tego nie nigdy nie zrobił, niech pierwszy rzuci kamieniem.

 

Pierwszą zasadą jest stwierdzenie, że w biznesie spekulacyjnym faktycznie nic nowego się nie pojawia. To wciąż od dziesięcioleci ta sama gra, w której należy kupować niżej niż się sprzedaje. To przestroga dla tych, którzy kiedyś usłyszą, że „teraz jest inaczej”. Nie jest. Rynki wahają się pod wpływem emocji publiki i działań poważnych graczy. Cyklicznie pojawiają się mody i bańki spekulacyjne, które pękają i rynek jest zalewany przez podaż. W kółko to samo. Zmieniają się narzędzia, infrastruktura, przedmioty mody, ale mechanizm pozostaje taki sam. Także w skali działań w czasie jednej sesji, gdy do głosu dochodzą rozgrywki między dużymi spekulantami. Wahania emocji w skali tygodniowej i minutowej. Emocji, które często są rozgrywane.

 

Druga zasada stanowi, że nie ma możliwości, by dzięki spekulacji zarabiać każdego dnia, czy tygodnia przez okrągły rok. Schowajmy więc nasze arkusze procentów składanych otwierane po kilku niezłych transakcjach. Nie ma sensu liczyć, ile możemy mieć za rok idąc tą ścieżką. To żadna ścieżka, ale mały placek ziemi wśród zarośli. Bardzo gęstych zarośli. Bajki o zarabiających codziennie zostawmy marzycielom. Owszem, może się zdarzyć seria dobrych pozytywnych wyników. Seria dobrych dni, czy tygodni. Kiedyś Goldman Sachs się szczycił serią dni bez straty (choć zauważmy, że i tu nie ma mowy o tym, że każdego dnia był generowany zysk). Systematyczny pozytywny wynik jest po prostu niemożliwy, bo pozwalałby na permanentne wygrywanie, co w konsekwencji prowadziłoby do przejęcia rynku. Poza tym, nie działamy sami. Czy nasz wyjątkowy system jest tylko nasz i nikt do tej pory na niego nie wpadł? Rzeczywistość jest bardziej złożona, a wraz z nią wynik osiągany w spekulacji. To seria zysków i strat, a naszym zadaniem jest podejmowanie takich decyzji, by zyski przewyższały kwotę strat. Nikt rozsądny nie wymaga od nikogo codziennych zysków. To byłaby dziecinada. Ta  świadomość zwalnia nas z wewnętrznego przymusu wypracowywania zysków przy okazji każdej transakcji. To nie jest możliwe, a takie oczekiwania prowadzą do błędów, które kończą się wypadnięciem z rynku.

 

Trzecia zasada – nie ufaj przesadniej swojej opinii czy osądowi, dopóki rynek nie zacznie potwierdzać słuszność tejże opinii. Posiadanie opinii o rynku nie jest niczym złym. Niczym złym nie jest próba zmonetyzowania tej opinii w postaci transakcji. Niemniej to zawsze będzie tylko opinia, a więc póki rynek nie zachowa się tak, jak sądziliśmy, że się zachowa, konieczna jest ostrożność. Szczególnie wtedy, gdy rynek zaczyna się zachowywać odmiennie, niż zakładaliśmy. Stawiamy hipotezę i czekamy na potwierdzenie jej przez rynek. Jeśli jej nie potwierdza, to widocznie nasza hipoteza była błędna. Naszym zadaniem jest w takim wypadku ograniczenie kosztów tych błędnych hipotez. Hipotezy poprawne pozwolą nam zarobić. Czasem zaskakująco dużo, ale nie możemy sobie pozwolić, by zaskoczyła nas skala kosztu pojawienia się błędnej hipotezy. Koszt postawienia hipotezy dotyczącej rynku musimy znać wcześniej i się na niego zgodzić.

 

Tu płynnie przechodzimy na zasady czwartej: rynek zawsze ma rację – a mylić możemy się tylko my. Innymi słowy, gdy ceny zachowują się odmiennie od oczekiwań, to naszym obowiązkiem jest się do tego dostosować, a nie obrażać na to zachowanie, lub oczekiwać, aż rynek „naprawi swój błąd”. „Odmiennie” nie dotyczy tylko sytuacji, gdy ceny idą w przeciwnym od oczekiwanego kierunku, co generuje na naszym rachunku stratę. Odmiennie, to także sytuacja, gdy ceny idą w korzystnym dla nas kierunku, ale „za mocno”. Błędem w tym ostatnim przypadku byłoby na siłę wychodzenie z pozycji. Także i wtedy naszym zadaniem jest dopasowanie się do sytuacji.

 

Możemy nie mieć racji co do kierunku ruchu, jak również możemy mieć rację co do kierunku, ale nie mieć racji co do skali ruchu. Pozytywne zaskoczenia są równie ważne, jak te negatywne. Różnica jest taka, że staramy się, by negatywne nie miały wpływu  na nasz rachunek, a w przypadku tych pozytywnych wręcz przeciwnie – staramy się, by wpływały na wynik naszych działań. W obu przypadkach nie staramy się udowadniać, że rynek popełnił błąd. Spółka jest wyceniana tanio? Być może, ale skoro cena spada, to może będzie wyceniana jeszcze taniej. To chyba lepsza opcja niż kupowanie na siłę, bo uznaliśmy, że jest tanio, a reszta to banda ślepców. Może tak jest, może reszta nie widzi tego, co my widzimy, ale to tylko lepiej dla nas. Tu nie chodzi o udowodnianie komukolwiek swojej racji. My się z nikim o rację nie kłócimy. Nie dostaniemy nagrody za posiadanie racji. Dostaniemy nagrodę za kupno w chwili, po której cena będzie rosła.

 

Rynek przesadnie wycenia spółkę? BitCoin jest wydmuszką i nie jest warto 1000 dolarów? Być może, ale jeśli już jesteśmy na rynku, a ten nie zwalnia, to dajmy się ponieść. Hossa trwa zbyt długo i wskaźniki wycen aż krzyczą alarmująco? Być może, ale skoro jest popyt, to być może wartości tych wskaźników będą jeszcze wyższe. Racjonalne czynniki nie jest jedynymi, które wpływają na decyzje uczestników rynku. Chcemy przejść do legendy jako ci, którzy z wyprzedzeniem ogłosili koniec hossy, czy chcemy na tej hossie zarobić, by później zarobić na bessie? Chcemy być sprytniejsi od pozostałych? To może rodzić strach przed tym, by to inni nie okazali się sprytniejsi, czyli byśmy nie zostali frajerami. Jeśli na rynku gra nasze ego, to za długo na nim nie pobędziemy. Trzeba przyjąć, że będziemy się mylić, a więc inni będą wtedy na nas zarabiać. Znowu, naszym zadaniem jest sprawić, by zarobili na nas jak najmniej, ale za to byśmy to my zarobili na nich jak najwięcej, gdy nasze pozycje będą zarabiać. To jest miarą rynkowego sprytu, a nie posiadanie racji, czy zarabianie na każdej transakcji. Sprytem jest stracić jak najmniej, gdy się nie ma racji i podjęło się błędną decyzję, a zyskać jak najwięcej, gdy decyzja jest poprawna i rynek ją potwierdza.

Kamil Jaros

Dom Maklerski BDM

 

Posłuchajmy legendy – Jesse Livermore i jego zasady, cz. II

Oceń artykuł:

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdki (2 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Exeria

Zobacz także:
Zobacz wszystkie

Notowania

Kalendarium

Zobacz więcej »

Statystyki sesji / mapa nastrojów

Kto czyta, nie traci

Wyrażam zgodę na przetwarzanie...

Wyrażam zgodę na przetwarzanie, w tym także w przyszłości, przez EFIX Dom Maklerski S.A. z siedzibą w Poznaniu (61-896), przy ul. Towarowa 35, moich danych osobowych wskazanych w powyższym formularzu, w celach marketingowych, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. z 1997, Nr 133, poz. 883, z późn. zm.). Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Oświadczam, że zostałem/-am poinformowany/-a o przysługującym mi prawie wglądu do swoich danych osobowych, ich poprawiania i kontroli. Zgoda w każdym czasie może być odwołana.

Wyrażam zgodę na przesyłanie...

Wyrażam zgodę na przesyłanie, środkami komunikacji elektronicznej, informacji handlowych przez EFIX Dom Maklerski S.A., na podany przeze mnie adres e-mail, zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną z dnia 18 lipca 2002 roku.